czwartek, 18 marca 2010

Forma i treść


Z wiosennego Paryża wracamy prosto do przedwiosennej Polski. Być może na miejscu owionie nas zapach inny niż „Soir de Paris”, a fromaż spowszednieje i straci swoją wykwintność, za to porządku strzec będą mundurowi ubrani wg. porad Ireny.

Milicjanci chyba wiedzą najlepiej, jaką ogromną rolę w życiu odgrywa forma. Gdy milicjant wchodzi „w mundur”, staje się jak gdyby innym człowiekiem. Tak samo, gdy mundur zdejmuje i przeobraża się w zwykłego obywatela, też jest w pewnym sensie kimś innym. Czy milicjant w mundurze przewracałby wesoło koziołki z dziećmi na łące? Nie. Ale milicjant w kostiumie kąpielowym potrafi to zrobić znakomicie. W mundurze nie bardzo wypada np. iść pod parasolem lub nosić za żoną kosz z zakupami, ale ubrany po cywilnemu kochający mąż chętnie ulży żonie w noszeniu ciężarów lub schroni się przed deszczem pod jej parasolkę.

(Uprzejmy milicjant, Warszawa 1964, Oddział Szkolenia KGMO, s. 7)

O tym, że w życiu i w pracy trzeba być elastycznym, przekonują nas żandarmi z St. Tropez w strojach bądź co bądź operacyjnych, ale jakże odmiennych od przepisowego munduru. Fragment pochodzi oczywiście z filmu pt. Żandarm z Saint Tropez (1964, reż. Jean Girault).

wtorek, 16 marca 2010

Mariaż (sera i masła) czyli fromaż


W podziękowaniu za serniki i makowce, Francuzi częstują Irenę fromażem. Nasza dzielna podróżniczka docenia ten gest i od razu zgłębia recepturę przysmaku, aby po powrocie udostępnić ją polskim smakoszom.

Po francusku „fromage” znaczy po prostu twaróg. Są u nas w handlu malutkie serki „fromage”- bardzo smaczne. Ale każdy może sam sobie takie serki zrobić. Na np. szklankę twarogu bierze się ok. 1/4 czy 1/3 szklanki masła, a ekonomiczniej masła roślinnego lub margaryny. Dodaje się – co kto chce i ma – zmielonych nasion kozieradki, papryki w proszku, roztartego czosnku lub selera, drobniutko siekanej zieleniny, pieprzu, doprawia się do smaku solą i szczyptą cukru. Trzeba bardzo dokładnie utrzeć (np. mikserem), potem ubić w miseczce, schować do lodówki i podawać do chleba.

(Na co dzień i od święta, Warszawa, 1986, Novum, s. 44)

niedziela, 14 marca 2010

Pod dachami i niebem Paryża


W naszym niezbyt konsekwentnym cyklu Z Ireną przez kuchnie i spiżarnie świata, zapraszamy na wspomnienie z podróży do Paryża. Nasza bohaterka oczywiście nie jedzie w gości z pustymi rękami – zabiera to, co jej sercu najbliższe - domowe wypieki.

Zacznę od prawdziwej historyjki. Kiedyś leciałam do Paryża i chciałam zawieźć „gościniec”. Powiedziano mi, że największą radość sprawią: makowce i serniki. Serniki- pomyślałam- w kraju, który ma tyle gatunków sera, co dni w roku? Ale – ponieważ nie wyrzucam foremek z alufolii, po kupnych ciastach, więc w tych foremkach napiekłam tyle makowców i serników – aby zapełnić cały podróżny worek. Rzeczywiście, radość gospodarzy i ich gości Francuzów była nadzwyczajna. Gdy wszystko zjedli - powiedziałam: dajcie maku i twarogu, a znowu wam napiekę. O mak w Paryżu bardzo trudno a o twaróg jeszcze trudniej. Po długich poszukiwaniach znalazł się, ale … słony. A nam te nasze twarogi nie raz już się nudzą.

(Na co dzień i od święta, Warszawa, 1986, Novum, s. 44)