niedziela, 8 sierpnia 2010

Gdzie się podziały moje daktyle?


Orientalna muzyka nie osłabia badawczej pasji Ireny. Nasza bohaterka łapie pieniążek, posila się słodkim ciasteczkiem i natychmiast miesza się z tłumem gości, aby poznać tubylcze obyczaje.

Według rytuałów mahometańskich wystarczy, gdy mąż kilkakrotnie powie, że żony nie chce, a ona musi opuścić jego dom tak jak stoi, więc rodzice i swat tak sprytnie układają umowę ślubną aby mężowi nigdy usunięcie żony z domu ekonomicznie się nie opłaciło. A same żony lubią złote bransolety - na rękach, nogach i ramionach, bo gdyby mąż wyrzucił ją z domu, wówczas zabrałaby ze sobą jedynie ten majątek, który ma na sobie.
Wprawdzie religia pozwala mahometanom mieć 4 żony, ale nowoczesne Egipcjanki rzuciły hasło:"mądry mąż ma jedną żonę i jest bogaty; głupi ma cztery żony i jest biedny". Niemniej jedna z nich zapytała mnie - ile mój mąż ma żon? Gdy odpowiedziałam że jedną, mnie, bardzo mi współczuła. "To kto gotuje?- dziwiła się - wszystko musisz robić sama jedna? Nie możesz go poprosić żeby wziął sobie choć drugą żonę? Byłoby ci lżej".

Gdy odpowiedziałam jej, że również pracuję zawodowo - jak nieomal wszystkie Polki - nie mogła się uspokoić, tak nam współczuła. Była bardzo tęga, choć młoda. "Im kobieta grubsza, tym ładniejsza oświadczyła - tym bardziej podoba się mężczyźnie".
I jakby sobie przypominając, co należy do jej obowiązków, wyciągnęła daktyle i zaczęła je jeść powoli i systematycznie. Daktyle tuczą.

(Dookoła stołu, Warszawa 1981, Watra, s.124)

W obliczu zagrożenia dla nowo zawartego małżeństwa, jakim może stać się kolejna żona lub nadwaga, warto zadać partnerowi kilka niewygodnych pytań. Ponieważ piosenka jest dobra na wszystko, proponujemy utwór nagrany w 1961 r. przez dziewczęcy zespół The Shirelles.


czwartek, 5 sierpnia 2010

W cieniu piramid

W czasach, kiedy polskich turystów na plażach Egiptu było jeszcze niewielu, Irena już bawiła się na egipskim weselu. Nie bez dumy opisuje ten fakt w książce pt. Dookoła stołu.

Zdarzyło mi się również uczestniczyć w weselu egipskim, organizowanym w najwytworniejszym hotelu Kairu. Orszak weselny prowadzą tam tancerka i towarzyszący jej dwaj grajkowie. Za nimi idą drużki w długich, jasnych sukniach, a wśród nich młoda para. Za nią - znowu drużki w orszaku. Rzucają one w patrzący tłum cieniutkie złote pieniążki; jest to szlachetny kruszec. Wiem, bo rzucono takim pieniążkiem i we mnie. Tancerka prowadzi orszak do tronu czyli dwóch okazałych krzeseł, ustawionych na końcu sali , gdzie zasiada para młoda. W tle jest zwykle umieszczony olbrzymi wieniec z kolorowych kwiatów, min. bajecznie pachnących tuberoz. Teraz wszyscy podziwiają popisy tancerki ubranej w przejrzyste, czerwone szaty, która tańczy na podium w świetle reflektorów, w takt rytmicznej muzyki. Orkiestra złożona z 5-7 osób też siedzi na podium, pod ścianą. Następnie tłum gości - prawie wszyscy w czerni (tak panowie jak i kobiety) - zaczyna zajadać to, co stoi na stołach ustawionych w podkowę. Są to drobne kanapki, ciasteczka i słodycze, bez żadnego alkoholu, gdyż zabrania tego religia mahometańska. Czym więc ten tłum mężczyzn jest tak podniecony, jakby wypito dwieście litrów wina? Tańcem brzucha, czerwonym oświetleniem i zmysłową muzyką.

(Dookoła stołu, Warszawa 1981, Watra, s.123)

O czym rozmawiała Irena z weselnymi gośćmi oraz co sądzi na temat poligamii, dowiecie się z kolejnego wpisu.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Weselmy się!


Na prośbę naszej Czytelniczki z Kielc - Pani Ewy, rozpoczynamy dziś kilkupostowy cykl weselno- ślubny. Komu nie w smak tradycyjny, dwudaniowy obiad, oczepiny o północy, pląsy przy Gipsy Kings, niech razem z nami poszuka inspiracji w dziełach Ireny.
Zacznijmy od wesel na wsi.

Wesela wiejskie. Niektóre mają bardzo złą sławę. Mówi się, że rodzice panny młodej potrafią na ten cel wydać nieraz bardzo duże sumy. Jest więc "morze wódki" i "góry jedzenia", na przyjęcie przybywa cała wieś. Taka uroczystość pochłania często cały posag córki, czyli wszystko odbywa się zgodnie ze starym, ośmieszonym, szlacheckim: zastaw się a postaw się. W niektórych wsiach, po takim pijanym weselu dochodzi do rękoczynów, burd, awantur, a nieraz i zabójstw. Rodzice, którzy urządzają kosztowne wesela tłumaczą się, że nie mogą inaczej bo w każdym gospodarstwie się takie wesela urządza, więc nie chcą być gorsi. Czyli... "jeśli wszyscy obyczaj zmienią, to i ja". Chętnie! Bo rzeczywiście szkoda pieniędzy na karmienie tych, którzy i tak potem obgadają.

(Dookoła stołu, Warszawa 1981, Watra, s.123)

Pamiętajmy, że zamążpójście lub ożenek musi być krokiem poprzedzonym głęboką refleksją, a nie wyjściem awaryjnym!
O czym przypomina tradycyjna piosenka w wykonaniu zespołu Mazowsze.