Irena, kobieta na wskroś nowoczesna, z całą pewnością pokochałaby Facebooka równie mocno, jak swego czasu pokochała amerykańskie szauery. Postanowiliśmy, że nie może jej na Facebooku zabraknąć – od dziś ma swoją Facebookową stronę nazwaną za blogiem: „Ja, Irena i Ja”.
Sztuka epistolarna – niestety! – obumiera, zaduszona mailami i facebookami. Ale nieustraszone koleżanki Ireny, znane już z tych łamów „E.” i „H.”, instruują jak pisać listy właśnie. Po prawdzie, część zasad się nie zmieniła – a nad Wisłą wciąż zapominamy, że nie odpowiedzieć na maila to tak, jakby nie wyciągnąć ręki w odpowiedzi na powitalny gest…
E. – Na listy i kartki z życzeniami imieninowymi, moim zdaniem, nie potrzeba odpowiadać.
H. – Jak również na pozdrowienia „od gór”.
E. – Na listy prywatne staram się odpisać najdalej w ciągu miesiąca. Przed odpowiedzią czytam listy powtórnie, żeby nie pominąć żadnej sprawy.
H. – Na pewno na każdym umieszczasz datę. Bo są tacy, którzy notorycznie dat unikają. Jaki to kłopot dla czytającego, nie mówiąc już o przyszłych monografiach nadawcy listu.
E. – Można dziś pisać listy na maszynie. List kończymy odpowiednimi grzecznościami i podpisem – odręcznie. Oczywiście cała korespondencja musi być czytelna.
H. – Nie tak jak moja. Kiedy byłam w Paryżu, wypisywałam sążniste, pełne tęsknoty i wrażeń epistoły do rodziny i otrzymałam odpowiedź, iż cieszą się, że wkrótce wracam, bo im te wszystkie rewelacje odczytam.
Co prawda do ucztowania pod chmurką jeszcze sporo czasu, ale w rozpoczynającym karnawale z pewnością okazji do zabawy i poczęstunku nie zabraknie. Irena jak zwykle zaleca umiar i rozsądek.
Ile jeść? Przede wszystkim patrzeć, ile jest na półmisku i czy dla reszty gości starczy. Brać śmiesznie mało - nie bardzo wypada, bo można obrazić gospodarzy, nakładać sobie za wiele - jeszcze gorzej, nawet gdyby reszta z półmiska wystarczyła dla wszystkich. Gdy się już nałoży na talerz "góry" jedzenia, a potem nie może się tego zjeść, trudno - trzeba się zmuszać, ale za to ma się nauczkę aby na przyszłość nabierać mniej.