Czasami jeden rejs może zmienić całe życie. Kristin Scott Thomas i Hugh Grant w filmie Gorzkie gody (1992, reż. Roman Polański).Nie zwlekając ani minuty, wszystkim ciekawskim oraz współczującym Mateuszowi, przytaczamy odpowiedź Pani Zofii Bystrzyckiej, opublikowaną na łamach Zwierciadła.
Pisze Pan: „nastąpiło to, co miało nastąpić”. Przepraszam, a co właściwie? Więc pocałował Pan swą wybrankę w przegub i od razu pobiegł, aby obserwować horyzont. A ukochana porzucona w szlafroku nawet na fale patrzeć nie mogła, jako, że dziwnym trafem iluminator był zasłonięty. Powiem Panu: przewróciło się Panu w głowie od tego dobrobytu. W ogóle jeśli mężczyźnie dobrze się powodzi to wyraźnie niewieścieje. I ogarniają go strachy metafizyczne, ponieważ nie boi się już o mieszkanie, a i włożyć ma co na swe wątłe ciało. Więc zaczyna się bać kobiety. A co ona ma z takim zrobić? Za uszy ciągnąć, aby okazał się prawdziwym mężczyzną? Owszem, wykazuje się już inicjatywę w różnych dziedzinach, co zapewne odczuwacie. Ale w porywie serca, to może jeden poryw to już dość, zwłaszcza jeśli całuje w usta a tu napotyka dziewiczą wprost nieśmiałość oraz pospieszną rejteradę. Nie fale należy pieścić i tulić proszę Pana!
O innych obiektach nie będę pisała bo ostatecznie ma Pan już swoje lata i powinien Pan się orientować. A tak, byle trzeci oficer urasta w oczach zawiedzionej kobiety do roli wielkiego kochanka w skali jednego statku.
Bo zapewniam Pana, że on czasu na bałwany nie traci. Po pierwsze dlatego, że to jego miejsce pracy, a po drugie dość ma bałwanów na co dzień.
(Zofia Bystrzycka, Serce w rozterce, Warszawa, Krajowa Agencja Wydawnicza, 1977, s. 251 -252)
Odrobinę broniąc nieporadnego Mateusza, przywołujemy niezapomnianą scenę i piosenkę z filmu Mężczyźni wolą blondynki (1953, reż. Howard Hawks). Spotkanie z piękną kobietą w kajucie z każdego mężczyzny robi bałwana. W roli Lorelei Lee - Marilyn Monroe.