
Miałam kiedyś taki telefon od nieznajomej pani: Wyleczyła mnie pani z anemii – mówiła- na którą chorowałam od 15 lat, i której wielu lekarzy nie dawało rady.- Ja? – pytam.- A czy my się znamy? Nie ! Ja znam panią z TV. Ale napisała pani w którymś z felietonów, że natka pietruszki może pomóc w leczeniu anemii. Więc jadłam po 3 pęczki dziennie… - Męczennica! – przerywam zdumiona. A ona-„Nie! Bardzo lubię natkę. Jem jak krowa, cały pęczek nieraz gryzę. Nieraz więcej. No i jestem wyleczona”.
(Wenus i atleta, Warszawa 1990, Wydawnictwo Alfa, s. 283)
Podejrzewamy, że Irena wytargałaby za uszy Harrisona Forda za zestaw śniadaniowy jaki przygotował Melanie Griffith w filmie Pracująca dziewczyna (1988, reż. Mike Nichols). Wielki kubek kawy, słodycze i drobne na drożdżówkę?! A gdzie kanapka z sałatą i pomidorem? Ta jedna, chudziutka wiosny nie czyni. Głąba kapuścianego ani śladu, nie mówiąc już o zieleninie. Irena kręci głową z dezaprobatą.